Człowieka trzeba kochać

Napisane przez  Opublikowano w: Książki

Druga książka ks. Kazimierza Bednarskiego, wydana w 1997 roku. Dedykowana ks. biskupowi Czesławowi Dominowi.

 

Człowieka trzeba kochać, Koszalin 1997


 

SPIS TREŚCI

 

  • Od autora
  • Człowieka trzeba kochać
  • O potrzebie pracy u podstaw
  • Wychowanie seksualne
  • Moje kolędowanie
  • Zazdrość
  • Służba
  • Wrastanie
  • Pracownicy parafialni
  • Gospodarka parafii
  • Oświata parafialna
  • Wspólnota parafialna
  • W zdrowym ciele, zdrowy duch
  • Rekolekcje Wielkopostne
  • Społecznicy
  • Koszalińskie ulice
  • Rzemiosło
  • Maryjny Maj
  • Maturzyści
  • Matka
  • Szczęść Boże
  • Film
  • Wybory
  • Wypowiedzi pracowników parafii
    • Bożenna Stramik
    • Henryka Kulęgowska
    • Elżbieta Iwaniec
    • Teofil Cichosz
    • Władysław Nizioł
    • Teresa Stolarczyk
  • Kompleta 2
  • Spotkanie z papieżem
  • Requiescat in pace
    • Przyrzekam posłuszeństwo biskupowi...
    • Kazanie na pogrzebie ks. kanonika Stanisława Głodzika
    • Miał lat 47...
  • Kościół pw. Ducha Świętego

 


Wrastanie

 

Jest książka Eugeniusza Paukszty zatytułowana "Wrastanie". Bohaterami tej powieści, poświęconej ziemiom północnym (odzyskanym) są Paweł, Wiktor i Tadeusz - chłop, robotnik i inteligent. Przyjechali tutaj, aby wrosnąć w nową rzeczywistość, zapuścić korzenie i z entuzjazmem oddać się nowej pracy. Czy było im to dane? Niestety - chłopa nazwano kułakiem, a wieś skolektywizowano; robotnika za to, że myślał i stawiał pytania - aresztowano, a inteligenta, tylko z racji, że należał do klasy "przedwojennej" - w różnoraki sposób upokarzano. Trudna to była rzeczywistość, tymczasowa, płytka i bolesna...

 

*   *   *

 

Myślę, że do tej trójki dołączyłbym siebie - księdza katolickiego, bo też przyjechałem w te strony - aby wrosnąć. Czy było mi to dane? Pamiętam remontowane kościoły - w Karścinie, Lubiechowie, Zarańsku, Dalewie, Linownie, Suliszewie. Pamiętam trudności związane ze zdobyciem zezwolenia nawet na zakup cementu czy wapna. W Lubiechowie, nie mając gdzie uczyć religii, zaadaptowałem grobowiec znajdujący się pod kościołem. Pamiętam ciągły brak pieniędzy i to żebranie "pod różnymi postaciami". Gdzież ja nie byłem, wykorzystując trochę znajomości, trochę własne talenty, zmarznięty, zmęczony, ale zawsze pełen nadziei. Pamiętam kościół w którym nie było szyb, na dworze mróz 20-stopniowy, a ja skulony w konfensjonale kilka godzin spowiadałem. Pamiętam swój przyjazd do Koszalina, pełen obaw, wręcz strachu. I to dzieło życia, którego się podjąłem. Pamiętam jak jednego roku w lipcu aresztowano nagle wszystkich moich pracowników budowy tylko za to, że podobno kupili cement niewiadomego pochodzenia. Albo zakaz przyjmowania przez państwowe firmy zleceń na wykonanie konstrukcji stalowej dachu kościoła. W końcu znalazł się odważny dyrektor pegeeru, który zamówił niby-dach olbrzymiej obory w swoim gospodarstwie państwowym. Zamówienie to przyjęła Huta Szczecin. Gotowe elementy przychodziły koleją do Nacławia, a my sprowadzaliśmy je do Koszalina. Pamiętam także podjęcie decyzji drukowania książek tzw. drugiego obiegu. Wyszło ich kilkadziesiąt tysięcy. To one spłaciły dach kościoła.

 

Pamiętam panów z SB - kilkakrotne zatrzymywania i przesłuchiwania. Raz za to, że w Suliszewie kupiłem świnię (półtuszę). Mięso zarekwirowano, a ja napisałem oświadczenie, że kilka miesięcy temu własne prosię dałem "na wychowanie" do Suliszewa. Na tej podstawie zostałem zwolniony. Innym razem - miałem być jedynym, który wie, że w moim mieszkaniu przechowywana jest dokumentacja "Solidarności". Tymczasem "na Słowackiego" wręczono mi dokładny spis dokumentów. Były także próby "przypisywania mnie niektórym kobietom". Pewien pan złożył odnośne oświadczenie nawet w Kurii Biskupiej. Potem dzwonił i przepraszał, że został przekupiony i podstawiony. Miałem też swoich stałych "opiekunów" z SB. Kolejno byli nimi panowie Mirosław, Roman, Grzegorz. Składali mi wizyty, raczej pełne kurtuazji, czasami nawet przynosili prezenty.

 

Pamiętam przede wszystkim ludzi, którzy byli ze mną. A było ich zawsze wielu. Tych bezimiennych, którzy bronili mnie modlitwą, ale i tych wielkich, którzy jak Nikodem i Józef z Arymatei narażali swoje stanowiska. Pamiętam panów Kucharskiego i Kubickiego, którzy za sprzedaż parafii złomowanego dźwigu narazili się swoim dyrekcjom. Pamiętam pana Teofila Cichosza, który widząc moją bezradność i małe doświadczenie życiowe, potraktował mnie jak ojciec syna i wziął pod swoje skrzydła.

 

I ten dzień - 1 czerwca 1991 roku - zimny, dżdżysty, organizacyjnie nieudany. A może właśnie w taki sposób Duch Święty chciał, aby papież klęknął na stopniach "naszego kościoła"?

 

*   *   *

 

Wynurzenia te były mi potrzebne, aby raz jeszcze zrozumieć lata swojego wrastania i dojrzewania. Aby przez pryzmat rozumieć trudności wrastania w tę specyficzną glebę innych mieszkańców mojej parafii.

 

W karcie kolędowej mam zapisane: styczeń 1986, pewna parafianka złożyła pisemną prośbę, aby jej rodzinę wykreślić z rejestru wierzących. Miała logiczną argumentację - mąż jest pracownikiem milicji. Ma szansę na awans a przynależność do parafii może mu w tym przeszkodzić. Prośba została przyjęta, podpięta pod kartę. Przyszedł rok 1989 i ponownie ta sama niewiasta przyniosła inną prośbę: "Mój mąż jest pułkownikiem, wszyscy w rodzinie cieszymy się, że ma stabilną, poważną pracę. Brak kontaktu z parafią może mu zaszkodzić. Bardzo proszę o włączenie nas do wspólnoty parafialnej".

 

Ileż tego typu przykładów zna każdy proboszcz? Zresztą tu nie tylko o politykę chodzi. W człowieku istnieją siły kontestacji. Młodzież potrafi powiedzieć „nie", mężczyźni potrafią powiedzieć "nie", kobiety - także, chociażby za pośrednictwem pani Barbary Labudy. Ileż trzeba cierpliwości i wiary by pamiętać, że jednak wszystkie drogi prowadzą do Rzymu. Młodzież, która u Parandowskiego "podpaliła niebo" (Niebo w płomieniach) - powróci "do życia", mężczyźni - jak Vaclav Havel uklękną do spowiedzi, a kobiety - z rewolucjonistek staną się dewotkami.

 

Trzy lata temu do biura parafii przyszedł starszy pan. Zamówił intencję dziękczynną za łaskę wiary. Trochę rutynowo zapisałem i zapytałem: To chodzi o Pana? Odpowiedział - "Chodzi o byłego ministra oświaty w rządzie Władysława Gomułki. Propagował ateizm, dzisiaj jest pełen żarliwej wiary. Proszę na mnie spojrzeć - to ja nim jestem".

 

*   *   *

 

Czy ma to związek z wrastaniem? Tak! Wrastanie wymaga stabilności, a nie wstrząsów, odpowiedniego klimatu, obiektywnej mądrości. Tylko określona kultura religijna i świecka może to zapewnić. Tylko stałe autorytety - Kościoła, biskupa, proboszcza, wojewody czy prezydenta mogą ja gwarantować, Wrastanie jest potrzebne, aby żyć i to twórczo. Człowiek "chorągiewka na wietrze" - zawsze będzie gotowy do ucieczki, nie odda całego siebie.

 

W województwie jest nas około czterystu tysięcy, w diecezji około jednego miliona. Czy obecny klimat polityczno-spoleczny pozwoli nam wrastać?


Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.