"Byliśmy tam nie z własnej woli" - spotkanie Sybiraków (zdjęcia)

Napisane przez  Opublikowano w: Klub Inteligencji Katolickiej

We wtorek 11 lutego w sali św. Józefa, koszaliński Klub Inteligencji Katolickiej zorganizował spotkanie z Jerzym Lewickim, Sybirakiem i członkiem Zarządu Głównego Związku Sybiraków. Okazją była 74. rocznica pierwszej masowej wywózki Polaków na Sybir (10 lutego 1940).

 

"Byliśmy tam nie z własnej woli" - powiedział witając gości Ryszard Soroko, prezes koszalińskiego Klubu Inteligencji Katolickiej, który urodził się już jako zesłaniec na Syberii, podobnie jak obecny na spotkaniu Anatol Gonczarewicz, prezes koszalińskiego koła Związku Sybiraków. Pokolenie tych, którzy przeszli piekło Sybiru w wieku dorosłym, powoli zastępuje pokolenie dzieci Sybiru i osób, które urodziły sie już na "nieludzkiej ziemi".

 

- Podróż na Syberię trwała miesiąc - wspominał Jerzy Lewicki. - Kiedy pociąg zatrzymywał się, najpierw wyrzucano zwłoki, następnie podawano "kipiatok", gorącą wodę. I tak dotarliśmy do Krasnojarskiego Kraju (środkowa Syberia).

 

W 1941 roku zmarła siostra pana Jerzego, w 1943 roku ojciec poszedł do Wojska Polskiego, w tym samym roku zmarła mama. Zostali sami z bratem, jedli to, co udało się zdobyć lub dostać od dobrych ludzi. Panował głód, pan Jerzy pamięta, że jedli wytłoki ze słonecznika. Postanowili uciec w inne odległe miejsce. Po drodze jedli pędy drzew i jajka ptaków, aż w końcu ulegli zatruciu. Uratowala ich Rosjanka, która najpierw ich pielęgnowała, a później umieściła w domu dziecka. Razem z tym domem wrócili w 1946 roku do Polski, gdzie wkrótce przez Polski Czerwony Krzyż odnalazł ich ojciec.

 

Jerzy Lewicki przez długie lata marzył o tym, żeby powrócić do Rosji i odwiedzić grób matki. Nawiązał kontakt z syberyjską Polonią, której część stanowią potomkowie powstańców styczniowych z 1863 roku, i w roku 2004 mógł wreszcie wyjechać na Syberię. Najpierw tygodniowa podróż pociągiem do Abakanu, stolicy autonomicznej republiki Chakasji w Federacji Rosyjskiej, stąd jeszcze 70 km do miejscowości swego syberyjskiego dzieciństwa. Tutaj wyszła mu naprzeciw cała szkoła, z kwiatami i dziećmi ubranymi w stroje ludowe. Odnalazł szpital, gdzie zmarła jego mama, otrzymał pozwolenie na postawienie pomnika i w 2007 roku, w Dniu Matki, mógł wreszcie na nim położyć kwiaty.

 

Nie wszyscy jednak chcą wracać do "nieludzkiej ziemi".

 

- Podziwiam pana - mówiła Irena Rukszta - ja tam nigdy bym nie pojechała, pomijając już to, że tam nie ma dojazdu - to jest miejsce bez adresu.

 

Jej ojciec zginął podczas pracy w tajdze, mama zmarła. W tajdze żyły niedźwiedzie, a mrozy dochodziły do minus 57 stopni. - Kiedy ktoś splunął - opowiadała - na ziemię spadała zamarznięta grudka lodu.

 

- Najgorsze sny jakie mam, to są sny z Syberii - wtórowała jej inna Sybiraczka, która jak mówi "zaliczyła 6,5 roku w kazachstańskim stepie". Na Syberii pozostawiła dwie zmarłe babcie. Buran, porywisty wiatr wywołujący śnieżyce, przemieścił ich mogiły, tak, że po nadejściu wiosny, nie można już było ich odnaleźć.

 

Sybiracy dobrze wspominają prostych Rosjan, o których mówią, że "cierpieli prawie tak jak my". Opowiadano o rosyjskiej dziewczynce, która do szkoły zawsze przynosiła dwie kanapki - jedną dla siebie, drugą "dla Polaka". Takich gestów solidarności i współczucia było więcej.

 

Gościem spotkania był pan Franciszek Paweł Żmudzki, który przyjechał z Krakowa, razem z małżonką. Pan Paweł, kwatermistrz Szwadronu Niepołomice w Barwach 8 Pułku Ułanów ks. Józefa Poniatowskiego, wystąpił "przy szabli ułańskiej", w kompletnym mundurze przedwojennego kawalerzysty. Jego stryj służył w 1939 roku w Korpusie Ochrony Pogranicza, osłaniającym wschodnią granicę, i tylko przez przypadek nie trafił od razu do jednego z obozów jenieckich, z których potem wywożono jeńców na miejsce kaźni do lasku Katyńskiego. Wywieziony aż za koło podbiegunowe, po tzw. "amnestii" trafił do armii Andersa, walczył pod Monte Cassino, a do Polski przyjechał po raz pierwszy dopiero 1972.

 

Spotkanie zakończyło się pokazem zdjęć i slajdów z wypraw pana Jerzego Lewickiego na Syberię. (tr)

 

 

 

 

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.




Media parafialne

b nasze zycie

b telewizja duch

Media w diecezji

Dobre Media

Gość Niedzielny

b barka