KSIĄDZ PROFESOR JAN KANTY PYTEL

Napisane przez  Opublikowano w: Silva rerum

Charakterystyka moich relacji z profesorem, który zakochany w kapłaństwie całe kapłaństwo poświęcił nauce, prowadząc studentów do magisteriów i rozpraw doktorskich, jest naszpikowana takimi pojęciami jak wdzięczność czy spontaniczne uznanie wielkości. Takich osobowości jak Jan Kanty Pytel , nie spotyka się na co dzień. Mnie ta łaska spotkania była ofiarowana. Przez kogo? Odpowiadam bez zastanowienia: przez Ducha Świętego! Nie musiałem się przedstawiać, ani o cokolwiek prosić. Ksiądz profesor sam zapukał do drzwi plebanii w Koszalinie.

 

A było tak. Parafia udostępniała wówczas pomieszczenia na Wydział Teologiczny UAM (Uniwersytetu Adama Mickiewicza) w Poznaniu i w ten sposób otrzymała „w prezencie” wykładowców i egzaminatorów koszalińskich kleryków i studentów WIWR-u (dawna nazwa Wydziału Teologicznego - Wyższy Instytut Wiedzy Religijnej). Ci z kolei potrzebowali hotelu na nocleg. Takim hotelem stała się dla nich plebania.

 

Oczywiście był to doskonały czas na rozmowy, spacery, wzajemne poznawanie. Po roku a może po dwóch, były moje pierwsze odwiedziny u profesora w Poznaniu. Tam powiedziałem sobie: to jest kapłan, jakiego szukałem! A On, wybitny Profesor, mówi: „Księże Kazimierzu, mamy podobne zainteresowania. Ja kocham literaturę. Z naszych rozmów wynika, że ksiądz zdał egzamin na piątkę z posiadanej wiedzy literackiej. Namawiam na studia”.

 

W moim ówczesnym życiu, kiedy trwały prace budowlane i za każdym groszem musiałem wyjeżdżać, żeby głosić rekolekcje, czy nawet wędrować za granicę, nie brałem pod uwagę pracy naukowej. Znalem swoje przeciętne możliwości naukowe i nie widziałem siebie w aureoli doktora. A jednak stało się. Zapisany do Stowarzyszenia Romana Brandsaettera, w środy jeździłem pociągiem do Poznania. Zorientowałem się, że do Poznania dojeżdża co najmniej 15 kapłanów z naszej diecezji na studia zaoczne. Po długim namyśle i po uporządkowaniu swojej pracy w Koszalinie, tak żeby mieć wolne środy, na trzy lata zakotwiczyłem się w Poznaniu. W czasie solidnej nauki opracowywałem wiele zadanych tematów. Literatura - stricte i egzegeza biblijna stały się „nocami i dniami”. Miałem też dwie relacje: do profesor Marii Adamczyk od literatury współczesnej, i do profesora Jana Kantego Pytla. Oczywiście po drodze inni wykładowcy, jednostkowe egzaminy, komisyjne egzaminy, osobno z literatury, osobno z egzegezy. Wiele ciepłych słów na temat zebranych materiałów, na temat opracowania o Jerzym Andrzejewskim, które uznano za pierwsze w Polsce krytyczne spojrzenie na biografię i twórczość pisarza.

 

Jakże inaczej wyglądały wykłady profesora Jana Kantego . To nie była „katedra” profesorska i Stojący przed nią w rzędach studenci. Pośrodku sali stal stół a na nim herbata, kawa, ciasto, pączki. Studenci mogli zadawać pytania, dyskutować, jednocześnie korzystać z zastawionego stołu. Zapytałem Go kiedyś, dlaczego tak czyni. Wtedy przyniósł zapiski Andrzeja Frycz Modrzewskiego, który opisywał swoje studia w Niemczech u głównego reformatora Melanchtona. Rzeczywiście – tam było podobnie. A sam Modrzejewski był takim stylem zachwycony.

 

Były zakusy na habilitację. Nawet otrzymałem zatwierdzony przez Warszawę temat. Były także wykłady zlecone. Fala pewnego uniesienia a potem... brak zgody biskupa na dalsze kształcenie, coraz większy dyskomfort z dojazdami i pogodzenia pracy w Koszalinie z pracą w Poznaniu. W tym wszystkim On - profesor Jan Kanty Pytel. Cierpliwy, wspomagający nawet swoim mieszkaniem, wdzięczny za to, że ja chciałem przez co najmniej 15 lat uczestniczyć w przygodzie „naukowca”.

 

Nie zrezygnowałem z przyjaźni z profesorem. Razem wyjechaliśmy do Medjugorie, razem byliśmy zaproszeni do Watykanu - papież Jan Paweł II otrzymał od nas opracowanie dzieł Romana Brandstaettera i zaprosił autorów opracowania do siebie. Tam w Rzymie mieszkaliśmy w Domu Polskim prowadzonym przez ówczesnego ks. Zbigniewa Kiernikowskiego, dziś biskupa Legnickiego). Wolne wieczory były poświęcone tematom neokatechumenatu. W tym zagadnieniu profesor Kiernikowski był „fanatykiem”. Poza tym nasz Gospodarz był krytykiem literatury i profesorem nauk biblijnych. Było o czym dyskutować. A ja słuchając wciąż uczyłem się literatury, która jest jak życiodajna rzeka.

 

Corocznie witałem profesora Jana u siebie w Koszalinie. Był coraz starszy, coraz powolniejszy. Stawałem się dla niego najbliższą osobą. Zaproponował mi mówienie po imieniu. Często dzwoniłem do Niego, ale i On dzwonił do mnie. W tym telefonicznym dialogu mieliśmy zawsze tematy literackie czy biblijne. Rozmawialiśmy także o swoistej traumie Kościoła na świecie i w Polsce. Nie mógł zrozumieć zakłamania jakie przede wszystkim oferowały dzienniki, internet, gazety a więc i dziennikarze. Dziennikarzom przypisywał najwięcej odpowiedzialności za zło, które dzieli Polaków. Podawał przykłady, że artykuł o księdzu, napisany na podstawie hejtu czy niesprawdzonej plotki, zamyka kapłanowi drogę duszpasterską. Nawet gdyby po wielu latach okazało się sądownie, że to nie była prawda, nikt nie zdejmie z księdza piętna infamii. Gdziekolwiek się uda, pójdzie za nim odpowiednia opinia.

 

Także „Radio Maryja” było dla niego języczkiem uwagi. Sadził, że Redemptoryści przez to Radio - realizują swoją zakonną konstytucję, bo powstali po to, żeby duszpasterzować w środowiskach wiejskich. A skoro dziś Radio ma wielu słuchaczy także i w miastach, to znaczy, że mamy zwycięstwo duszpasterstwa. Krytykowany (nie wiadomo za co) o. Tadeusz. Rydzyk, po śmierci będzie wyniesiony do miana społecznika na miarę ks. Piotra Wawrzyniaka, ks. Patrona Bolesława Domańskiego czy nawet św. o. Maksymiliana Kolbego. Dzisiaj Polska właśnie takich zapaleńców potrzebuje.

 

Nasze rozmowy dotyczyły też rzeczy ostatecznych. Chciał bardzo, ażeby na swoje stanowisko profesora, przyszedł profesor godny Jego dokonaniom. Takiego kandydata widział w księdzu H.R. Mieszkając w wilii przy ulicy Skarbka w Poznaniu miał zamiar testamentalnie przekazać to mieszkanie następcy. Nie było odzewu... Starałem się być na każdej jego prywatnej uroczystości. Ostatnia związana z jego latami kapłaństwa i promocją książki odbyła się w czerwcu 2019 roku w kościele św. Jana Kantego w Poznaniu. Wtedy z autopsji zobaczyłem, że profesora otaczają nie tylko profesorowie, ale wierny lud zgromadzony na Eucharystii. Z rozmów dowiedziałem się, że profesor Jan Kanty to najlepszy spowiednik w Poznaniu.

 

Przed śmiercią profesor przywieziony do mnie, do Koszalina, chciał się pożegnać. Byliśmy w Mielnie, w Pleśnej, gdzie lubił odpoczywać. Odjeżdżając życzył mi takiego życia, które będzie kenozą kapłaństwa a jednocześnie prawdą o powołaniu do świętości. Umówiliśmy się na mój przyjazd do Poznania. Nie zdążyłem...

 

Ks. Kazimierz BEDNARSKI

 

-----

 

Jan Kanty PYTEL (ur. 4 września 1928 w Budzyniu, zm. 21 listopada 2019 w Poznaniu) - profesor doktor habilitowany, polski naukowiec i duchowny katolicki, teolog specjalizujący się w naukach biblijnych.
Święcenia kapłańskie otrzymał w 1954 z rąk biskupa Franciszka Jedwabskiego. Po studiach na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim doktoryzował się w 1961. W 1975 habilitował się na Akademii Teologii Katolickiej na podstawie monografii o gościnności w Piśmie Świętym. Był wykładowcą Wydziału Teologicznego Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza. W latach 1981-1987 był dziekanem (przedtem prodziekanem) Papieskiego Wydziału Teologicznego w Poznaniu (dziś WT UAM).
Od 2002 był prezesem Stowarzyszenia imienia Romana Brandstaettera, wydał też w 2008 swój przekład Apokalipsy Św. Jana. W 2019 r. Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego przyznał mu odznakę honorową „Zasłużonego dla Kultury Polskiej”.
Źródło: Wikipedia

 

 

Zdjęcie pochodzi ze strony: www.jankanty.info.pl

 

 

 

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.




Media parafialne

b nasze zycie

b telewizja duch

Media w diecezji

Dobre Media

Gość Niedzielny

b barka