Rozmowy z ks. Kazimierzem Bednarskim (cz. 3)

Napisane przez  Opublikowano w: Silva rerum

[Advocatus angeli:]
Interesuje mnie tzw. „aktualność Kościoła”. Jest tyle wydarzeń na świecie, w Kościele , w polityce, w społecznościach... Jako dziennikarz i wykładowca wiem, że studenci bardzo opornie sięgają po „uchwały sejmowe, dyskusje okrągłego stołu, dzienniki telewizyjne, gdzie każda stacje mówi to samo innym językiem i z innymi wnioskami, po przemówienia papieża, encykliki etc...”. Dlaczego?

 

[Ego:]
Wchodzimy na smutny temat. W Polsce nie było i nie ma oryginalnych filozofów, ani teologów, ani polityków, ani ekonomistów. Poruszamy się jak gdyby we mgle. Dopóki lekcje religii nie obejmą prefekci, związani przede wszystkim ze szkołą, a nie z parafią, poziom nauczanie będzie mierny. Jest wąska grupa uczniów, którzy interesują się teologią (niestety, ja do nich nie należałem, będąc jednocześnie bardzo wrażliwym na Boga). Większość uczniów danej klasy to „niepiśmienni”. Winą obarczamy panującą „modę”, która jak walec gniecie przed sobą wielowiekowe Tradycje, kultury, nic sobie nie robi ze zbrojeń potęg militarnych, uznanych duszpasterzy, etc. Już w wieku XIX zauważył to Zygmunt Krasiński pisząc „Nie-Boską komedię”. W powieści wykorzystał takie synonimy, jak zamek św. Michała czy okopy św. Trójcy. (Zamek - to niegdyś nie do zdobycia twierdza tuż koło Watykanu; Okopy - to pasmo umocnień przed Tatarami na Ukrainie). „Moda” (dziś filozofia gender) znajduje popleczników. Zginął autorytet. To, że autorytetu dziś nie ma - papież, biskup, ksiądz - to już norma, teraz trzeba iść dalej i dostrzec, że zginął autorytet rodzica, nauczyciela, polityka.

 

Oczywiście trzeba z tego stanu rzeczy wyciągnąć wnioski. Tak się składa, że byłem zaprzyjaźniony z Jerzym Turowiczem, niegdyś naczelnym redaktorem „Tygodnika Powszechnego”. Ta moja „przyjaźń”, to przede wszystkim zaufanie do jego przekonań, bezpośrednie słuchanie go i dyskutowanie z nim. „Tygodnik Powszechny” był dla mnie „przewodnikiem” jak żyć aby „być w Kościele” i być chrześcijaninem „poza Kościołem”. Odpowiedzią była tzw. „wiara świadoma”, według Turowicza „wiara przemyślana”. Katolicyzm świadomy jest surowszym sędzią czynów aniżeli katolicyzm pozbawiony tej właściwości. Tym niemniej katolicyzm taki, taka postać wiary, jest wewnętrzną potrzebą człowieka. Wynika ona poniekąd z samej dynamiki ludzkiej osobowości, a równocześnie nosi w sobie znamiona wewnętrznej logiki wiary, jej intelektualnej dojrzałości i piękna.

 

Czy przez to samo, katolicyzm świadomy posiada, musi posiadać, jakieś znamiona „intelektualizmu”? Na to pytanie Turowicz ( po dłuższej przerwie) pozostawiał odpowiedź każdemu z osobna.

 

„Wiedzieć i wyznawać” to dwie różne postawy. Wyznajemy to o czym jesteśmy głęboko przekonani. Możemy wyznawać w różny sposób np. w sposób dyskretny, wstrzemięźliwy, jednak nacechowany wewnętrzną siłą przekonania i dojrzałością przemyśleń. Taki sposób bardzo przemawia. Dobrze jeśli można w nim wyczuć pewną pokorę intelektu wobec prawdy, która jest względem niego transcendentną a za którą, wyznając, bierze się odpowiedzialność. Tak oceniał Jerzego Turowicza sam papież Jan Paweł II. I to był czas przed Soborem.

 

Obecnie jesteśmy o wiele mądrzejsi. Wiele przemyśleń Soboru Watykańskiego II sprawdziło się, ale i wiele zostało zweryfikowanych przez toczące się życie. Sam „Tygodnik Powszechny” popadł w niełaski Kościoła. Nowe pokolenie ludzi wierzących odrzuciło charyzmę, którą cieszyło się krakowskie pismo. Nie mniej... warto od czasu do czasu zajrzeć do „Tygodnika Powszechnego”. Piszą tam dalej takie tuzy, jak Szymon Hołownia, biskup Grzegorz Ryś, jezuita Wacław Oszajca i wielu innych podobnych reformatorów Kościoła. A piszą bardzo interesująco.

 

Przede wszystkim z Tygodnika dowiedziałem się, że francuski Kościół jest dalej „Matką” Kościołów świata. Oto cytat: „W odległości 10 km od miejsca (skąd autor pisze te słowa) znajduje się klasztor cysterski. Z drugiej strony - benedyktyński. W ostatnich latach odnotowano tam napływ tylu kandydatów, że zmuszeni byli otworzyć drugą fundację, a dwa kilometry dalej wyrósł klasztor żeński, gdzie jest 30 mniszek (średni wiek 40 lat), żyjąc według zasady św. Benedykta. W innym kierunku, trapistki. Nieco dalej benedyktyni w opactwie Ganagobie, z wielowiekową tradycją. W kierunku morza samotnia kartuzów, jeszcze klasztor trapistów (z jednym kartuzem Polakiem)”. Takich miejsc we Francji jest bardzo dużo. Nie dziwo, że kościoły parafialne pustoszeją. Bardzo silny jest Kościół monastyczny i Kościoły domowe (czytaj „Tygodnik Powszechny”, nr 14/2019 r.). Dodajmy i to, co w Polsce wiemy: Lourdes i Taize. Potrzeba nam prasy religijnej, która jest, ale jej czytelnictwo jest bardzo słabe. W mojej parafii w niedzielę na 4 tys. ludzi w kościele, „Gościa Niedzielnego” kupi ok. 40 wiernych. Dalsze 50 egzemplarzy bierze Szkoła Katolicka, ok. 20 otrzymują chorzy, odwiedzani przez świeckich, ok. 10 egz. w prezencie otrzymują ci, którzy cokolwiek w biurze parafialnym załatwiają.

 

W poczekalniach wszelkiego typu, gdzie ludzie w godzinowych kolejkach czytają z nudów, przeważa prasa kolorowa oraz „Gazeta Wyborcza”, „Nie”, gazety lokalne. Właściciele poczekalni z góry zakładają, że prasy religijnej nikt nie będzie czytał. Istnieje powiedzenie: „Powiedz co czytasz, a powiem ci kim jesteś”.

 

Sumując: w bardzo niewielu domach dyskutuje się wartości, prawdę, potrzebę dobrego wychowania, patriotyzm, ideały, harmonię z Bogiem i z ludźmi. Uważam, że jest to trend światowy. Chude lata Kościoła będą trwały… Jeszcze raz cytat, tym razem z papieża Benedykta XVI: „Z dzisiejszego kryzysu wyłoni się Kościół, który straci wiele. Stanie się nieliczny i będzie musiał  rozpoczynać od początku. Nie będzie już więcej w stanie mieszkać w budynkach, które zbudował w czasie dostatku. Wraz ze zmniejszaniem się liczby swoich wiernych, utraci także większą część przywilejów społecznych. Rozpocznie na nowo od małych grup, od mniejszości, która na nowo postawi wiarę w centrum doświadczenia. Będzie Kościołem ubogim i dla ubogich. Wtedy ludzie zobaczą odpowiedź, której zawsze w tajemnicy szukali”.

 

[Advocatus angeli:]
Parafia p.w. Ducha Świętego prowadzi szkołę katolickq. Jak bardzo inna jest to szkoła w porównaniu ze szkołą publiczną? Ponadto, czy nie jest to bardzo dobry moment, aby zachęcać do czytelnictwa, przełamać nagminny status „komórki i komputera”?

 

[Ego:]
Najpierw zacytuję artykuł z „Głosu Koszalińskiego" Ingi Domurat pt. „Katolickie jest najlepsze”: „Koszalin w egzaminach gimnazjalnych wypadł dobrze na tle innych miast w okręgu, w którym jest zachodniopomorskie, lubuskie i wielkopolskie. Analizując wyniki koszalińskich gimnazjów stwierdzamy, że: publicznych jest osiem ale w Koszalinie funkcjonuje jeszcze Katolickie Gimnazjum oraz Społeczne Gimnazjum „Nasza Szkoła”. Najlepiej wypadli uczniowie Katolika, zajmując pierwsze miejsce (...)".

 

Czym jest katolicka szkoła? Katolicką może nazywać się placówka, która ma na to zgodę biskupa diecezji. Wcześniej biskup upewnia się, czy statut szkoły, program nauczania i zatrudniona kadra gwarantują, że szkoła będzie kształciła z przyjętą przez Kościół katolicki koncepcją wychowania, opartą na wierze i moralności chrześcijańskiej. Placówka może być założona przez diecezje, zgromadzenie zakonne, stowarzyszenie, fundacje, ale też przez osoby prywatne.

 

Kiedy postanowiono, ze nauka religii będzie się odbywać w szkołach publicznych, Klub Inteligencji Katolickiej (rezydujący w naszych parafialnych pomieszczeniach), szukając nowych tematów, po olbrzymim sukcesie „przekształcania rzeczywistości społeczno-politycznej”, zwrócił uwagę na dopiero postawiony olbrzymi budynek katechetyczny. Po dyskusji, postanowiono otworzyć szkołę społeczną. Z takim postanowieniem pojechaliśmy na spotkanie z biskupem Jeżem. I o dziwo... biskup nie poparł tej decyzji. Po kilku dniach zawołał mnie do siebie, mówiąc: „Nie dam żadnego pozwolenia na szkołę społeczną. Ona wtedy byłaby tylko problemem biznesu a nie szkoły. Jeśli cię na to stać, zakładaj szkołę katolicką…”.
Cóż było robić, w międzyczasie została „stworzona” wspólnota nauczycieli z panią dyrektor. Zwołałem walne zebranie wszystkich członków KIK-u, na którym miał być sam biskup ordynariusz Ignacy Jeż (w zastępstwie przybył ks. dr Jan Turkiel z Kurii Biskupiej). Odbyło się glosowanie - kto oczekuje szkoły społecznej, a kto szkoły katolickiej. Okazało się, że wszyscy głosowali za szkołą społeczną. Wtedy głos zabrał ks. dr Jan Turkiel cytując biskupa ordynariusza Ignacego Jeża: „Jeśli ma być szkoła, która mnie będzie podlegać, to tylko katolicka”. A zatem KIK… wycofał wszystkich swoich ludzi, zostałem sam z problemem.
W ciągu jednego miesiąca został przygotowany budynek pokatechetyczny i przy pomoc pani Bożenny Stramik , którą powołałem na dyrektora tej pierwszej w kraju szkoły katolickiej (w tamtej sytuacji polityczno-społecznej), została wybrana nowa kadra nauczycielska. Szkoła otrzymała imię Jana Pawła II (najpierw to było: im. Jana Pawła Il, potem bł. Jana Pawła II i wreszcie św. Jana Pawła II). Osobowość prawna szkoły - parafia pw. Ducha Świętego w Koszalinie.

 

Dzisiaj o szkołach katolickich w Polsce jest głośno. Szkoły katolickie wygrywają z innymi placówkami nie tylko poziomem nauczania, ale tym, że niepotrzebnie nie eksperymentują. A dziś świat jest rozchwiany i wartości tym bardziej są w cennie. Dziecko nie gubi się w tłumie, liczba osób w klasach też jest roztropnie skonfigurowana.

 

Patrząc na wyniki nauczania są one pochodną wychowania. Właśnie w szkołach katolickich na pierwszym miejscu jest proces wychowawczy. W Koszalinie opieramy go na „roku liturgicznym”, w którym mamy takie akcenty jak:

  • Adwent - wychowanie seksualne prowadzone przez rodziców, lekarzy i wychowawców klas;
  • Okresy świąteczne ( Boże Narodzenie, Wielkanoc, dodany im czas karnawału ) - savoir vivre rodzinny, koleżeński, przyjacielski, taniec, spotkania (prywatki), etc;
  • Wielki Post - jałmużna, post, modlitwa, (frustra vivit qui nemini prodest - próżno żyje ten , który nikomu nie pomaga), pokora, rachunek sumienia, skupienie - adoracja Najświętszego Sakramentu, etc;
  • Okres zwykły - pomoc fizyczna w rodzinach gdzie mieszkają rolnicy, obozy harcerskie, oazowe, wędrówki, poznawanie Polski, Europy, świata, etc.

Wszędzie uczymy się odpowiedzialności, roztropności, życzliwości, skromności, umiejętności, współżycia z innymi.

 

"Przeciętna szkoła publiczna jest nastawiona na przekazywanie wiedzy. I z tych wyników, a nie z kształtowania postaw młodych ludzi jest oceniany nauczyciel. Tymczasem rodzicowi zależy, nawet jeśli jest agnostykiem albo wręcz ateistą, na tym, by dziecko było wyposażone w system wartości, by naprawdę rozumiało sens słów "nie zabijać", czy "nie kłamać". Szkoła kształcąca w duchu katolickim, daje większe prawdopodobieństwo, że będzie się w niej pilnowało zasad" - słowa profesora (dawnego ministra) Mirosława Handkego. Wniosek sine qua non , że uczeń dobrze wychowany przedstawia większe możliwości w zdobywaniu wiedzy.

 

I jeszcze jedna różnica. Przekleństwa dzieci i młodzieży są dzisiaj ohydą boisk sportowych, korytarzy szkolnych, chodników, wszelkich zgromadzeń. W szkole katolickiej nie może być ucznia z tym nałogiem. Dalej - "nie" dla wszelkiego rodzaju narkotyków. I jeszczejedno "nie" - dla hejtu w internecie. Z kim przystajesz takim się stajesz! W walce o czystość duszy, szkoła użyje wszelkich dostępnych sposobów.

 

Pozostaje spojrzenie na "komórkę i komputer". Temat bardzo trudny. Bo to są owoce dzisiejszej elektroniki, na której jest oparta cała przyszłość. Można tu wprowadzić pojęcia "sacrum i profanum". Bo takie wynalazki jak "komórka" i "komputer", z pewnością są wielkimi dziełami Boga i człowieka. A więc "sacrum". I jednocześnie, źle używane przez człowieka, stają się destrukcyjne ("profanum"). Czy szkoła katolicka może "zapanować" nad ich działaniem profanum? Może, o ile znajdzie współpracę z rodzinami. Przewiduję duże zachwianie i... kłopoty.

 

„Katolicka” - taki przymiotnik w nazwie staje się dziś reklamą szkoły. Tych, którzy stawiają na wartości chrześcijańskie jest coraz więcej. Szkoła katolicka jest szkołą Jezusa.

 

Hymn katolickiej szkoły w Koszalinie

To uczniom z katolickiej szkoły
śpiewa morski wiatr
A Duch Święty siedem ogni
zapala w sercach nam
Bóg - Honor i Ojczyzna
ten cel jednoczy nas
w czas nauki czas

Ze szkoły bez tornistrów
niesiemy radość życia
modlitwą i dobrocią
chcemy służyć i przez służbę
tworzyć lepszy świat

To dzieciom…

Papieża Jana Pawła
nosimy szczytne imię
jak On pragniemy kochać
Boga Stwórcę ponad wszystko
bliźnich z całych sił

To dzieciom…

(Słowa: Kazimierz Bednarski. Muzyka: prof. Henryk Fajt)

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.




Media parafialne

b nasze zycie

b telewizja duch

Media w diecezji

Dobre Media

Gość Niedzielny

b barka