Rozmowy z ks. Kazimierzem Bednarskim (cz. 2)

Napisane przez  Opublikowano w: Silva rerum

Pozostając w kręgu prądów filozoficznych i religijnych niechętnych Kościołowi chciałbym zapytać Księdza o jego stosunek do takich kierunków XVIII wieku jak racjonalizm, deizm czy ateizm, nie wymieniając innych. Czym – zdaniem Księdza – można je uzasadnić i wytłumaczyć?

 

Nie czując się filozofem, uważam, że te prądy filozoficzne, o które Pan pyta, zrodziły się jako antidotum na supremację Kościoła katolickiego, bo tam gdzie jest dominacja, odżywają pewne mniejszości, pewne kompleksy; tam gdzie myśli się o walce, to druga strona też szykuje barykady. Myślę, że taka jest też geneza powstania racjonalizmu. Spowodowały to wojny religijne i spowodowały taką filozofię. Wypaliły się one z tego żaru religijności, a pozostał nagi człowiek ze swoimi instynktami, ze swoją biologią, a jednocześnie ze swoim niedowiarstwem. Z kolei rozwój nauki, pewne doświadczenia z zakresu fizyki, chemii, astronomii, doprowadziły do pewnych spostrzeżeń, że człowiek jest zdolny do odkrywania prawd przyrody, stąd wiek XVIII jest już takim wiekiem racjonalizmu, podatnym początkowo na deizm. Deiści zakładali istnienie Pana Boga, ale odrzucali jego ingerencję w życie ludzkie. Racjonalizm, jak wiadomo, kładzie nacisk na potęgę rozumu. Dalszym następstwem był empiryzm, bo jeśli człowiek dokonuje wynalazków, to przychodzi ta złudna opcja, że będzie taki mądry jak Pan Bóg. Powtarza się ciągle werset z Księgi Rodzaju, w którym kuszenie szatana było podobne – zerwanie jabłka z drzewa wiadomości dobra i zła  spowoduje, że będziecie tacy mądrzy jak Pan Bóg. Pokusa jest więc ta sama i człowiek jej ulega i chce dorównać Panu Bogu. Stąd wprowadzenie tutaj empirii.

 

Te prądy występują w całej Europie, gdzie prekursorem jest Francja. Takie nazwiska jak Wolter, Rousseau czy tzw. Encyklopedyści mieli swoje argumenty przekonujące do takiego myślenia. Te prądy idą przez całą Europę, docierając również do Polski. Oczywista rzecz, że pierwsze podatne na te nowinki są uniwersytety. Najbardziej liczącym jest wówczas Uniwersytet Wileński. Bracia Śniadeccy, profesorowie tego Uniwersytetu, których ulicę mamy w Koszalinie, są reprezentantami racjonalizmu. A romantyzm, którego przedstawicielem jest Adam Mickiewicz, w utworze „Romantyczność” zawarł swój program filozofii romantycznej. Daje w nim odpowiedź na filozofię racjonalistów, ateistów, empirystów. Pisze w nim tak: „Martwe znasz prawdy, nieznane dla ludu, / Widzisz świat w proszku, w każdej gwiazd iskierce. / Nie znasz prawd żywych, nie obaczysz cudu! / Miej serce i patrzaj w serce!". To jest właśnie ten dialog między filozofią, jedną i drugą, w osobach braci Śniadeckich i Adama Mickiewicza. Te filozofie utrzymały się i rozwinęły w różnych postaciach. Ludzie przestali interesować się Kościołem, sprawami dogmatów, przestali w ogóle interesować się teologią.

 

Życie praktycznie wyparło potrzebę dyskusji teologicznych, stąd świat zubożał. Jak gdyby zatrzymał się na tym wektorze poziomym, egzystencjalnym, a ten wektor pionowy, wertykalny, został skrócony lub w ogóle odrzucony. Świat dzisiejszy rozkochany jest w egzystencji, a ciągle brakuje mu odwagi pragnienia bycia świętym. Ten czynnik wertykalny warunkuje pragnienia człowieka. A święty Paweł mówi, że Ojciec nasz jest święty, więc i my powinniśmy być świętymi. We mnie ciągle jednak żyje postawa optymisty: uważam, że są zawsze pewne wzloty i upadki w historii wspólnoty Kościoła i mimo wszystko uważam ten okres za wzlot Kościoła, dlatego, że wiek XIX i XX, wydał bardzo wielu wielkich ludzi na różnych polach: na polu oświaty, Caritas i dostrzegania ludzi biednych, chorych, bezrobotnych. Myślę też, że liberalizm też ma i dobre strony. Ci, którzy nie wiedzą co to jest liberalizm, bardzo często łączą go z masonerią. Z kolei też nie wiedzą, co to jest masoneria i uważają, że to jest czyhanie na człowieka Kościoła, żeby go zniszczyć i oderwać od Pana Boga. Owszem, jest taka tendencja. Jeżeli liberalizm sobie zakłada zeświecczenie, to posługując się kluczem „sacrum” i „profanum”, rzeczywiście możemy analizować „placet” na takie zjawiska jak rozwody, aborcja czy eutanazja – zjawiska związane z człowiekiem i sprzeczne z nauką Kościoła. Niemniej, musimy z kolei też wiedzieć, że pokusa zawsze człowiekowi towarzyszyła, że szatan, który istnieje, zawsze kusił człowieka. Może dawniej wystarczyło byle jabłko jako pokusa, a dzisiaj ta pokusa występuje pod hasłem liberalizmu i konkretnej filozofii. Człowiek Kościoła nie musi tworzyć okopów i nie musi szykować armat, raczej niech jego zawierzenie Bogu, jego miłość do bliźnich, będzie tutaj orężem i na pewno doprowadzi go do zwycięstwa. Liberalizm jest ponadto szeroko rozumiany. Trzeba by było podzielić go na filozoficzny, ekonomiczny i w końcu liberalizm w Kościele. W dziedzinie ekonomii na pewno przyniósł on wiele dobrego. W dziedzinie filozofii powstały poglądy, o których wspominałem, co wcale nie oznacza, że ja - mając wolną wolę – mam wybierać to, co jest sprzeczne z nauką Chrystusa. Tutaj też kłania się zagadnienie wolności człowieka. Żeby człowiek – będąc wolny – umiał wybierać. To jest istotne, byśmy umieli wybierać dobro. Stąd mój optymizm, że nie wrogowie Kościoła, nie masoneria czy liberalizm, ale pokora, modlitwa, dobre uczynki są naszą przewagą.     

 

Wiek XX, szczególnie jego pierwsza połowa, to dwa totalitaryzmy: stalinowski i hitlerowski. Co Ksiądz sądzi o nich? Czy musiało do nich dojść? Ludzie mówią, że skoro jest Bóg, to do takich tragedii nie powinno dojść.

 

Myślę, że tutaj działają pewne schematy myślenia, bo tak po ludzku dedukując można stwierdzić, że skoro jest Bóg, to nie powinno być Oświęcimia, Kołymy. Gdybyśmy jednak wzięli filozofię do rozważania, to odkrywamy tę podstawową prawdę, że człowiek został obdarzony przez Pana Boga wolną wolą.  Pan Bóg jest bardzo konsekwentny: to człowiek decyduje o swoim losie, a czasami o losie całych narodów. Pan Bóg szanuje wolną wolę człowieka. Myślę, że ta ludzka wina jest tutaj bardziej złożona niż te wymienione totalitaryzmy, dlatego, że one pojawiły się i – możemy zapytać – dlaczego się pojawiły. Sądzę, że zarówno w jednym, jak i w drugim przypadku – i Hitler, i Stalin - byli na owe czasy, po ludzku mówiąc, opatrznościowymi. W Niemczech bezrobocie i nędza, jeszcze większa nędza i upodlenie człowieka w Rosji. To spowodowało, że wygrała Rewolucja październikowa w Rosji i to też spowodowało, że Hitler został wybrany na kanclerza Rzeszy. Ludzie widzieli w nich – w Hitlerze i Stalinie – pewne rozwiązania systemowe, wiązali z nimi pewną nadzieję. Do dziś legenda, mit oparty na częściowych sukcesach – bo trzeba pamiętać, że Hitler rzeczywiście zlikwidował bezrobocie i milionom ludzi dał pracę, a więc nadzieję, że do dziś Niemcy mogą przeżywać swoiste dobrodziejstwo rządów Hitlera, chociażby trasy szybkiego ruchu, autostrady, rozwój fabryk głównie nastawionych na produkcje samochodów – to dzisiaj, mimo klęski Niemiec, owocuje.   

 

Jeśli zaś chodzi o Rosję, to – również uważam – ta warstwa najbiedniejszych nie miała nic do stracenia. Myślenie w kategoriach hasła: „Cześć wam panowie, książęta, prałaci” było niestety nadzieją dla tych mas. Zabranie ich majątków i dóbr przynajmniej czasowo spowodowało wyrównanie szans. Wówczas ten biedny człowiek mógł poczuć się zwycięzcą. Dzisiaj, post factum, wiemy więcej niż uwcześni myśliciele i ludzie, którzy na bieżąco opisywali te zjawiska. My dziś jesteśmy w tej sytuacji, że wiemy więcej i możemy krytycznie ocenić obydwa systemy. Nie mniej nie plątałbym w to zagadnienia Pana Boga, bo tutaj zawinił człowiek, który na czas nie dostrzegł potrzeby miłowania. Przecież Nowy Testament opiera się na miłości, a trudno mówić o miłości, kiedy ludzie pozostawieni są sami sobie, nie mają chleba powszedniego, kiedy brak nadziei, a jakaś wąska grupa ludzi potrafi się bogacić. Wówczas do głosu dochodzą emocje i biedny człowiek nie ma nic do stracenia, nawet gdy naraża swoje życie.

 

Uważam więc, że są to skomplikowane sprawy społeczne. Jednakże Kościół miał zawsze w swoich szeregach ludzi, którzy przestrzegali: Piotr Skarga w „Kazaniach sejmowych” przestrzegał przed samowolą magnacką, przed uszczuplaniem władzy królewskiej i w swej proroczej wizji widział klęskę Polski i jej upadek. Porównywał Polskę przecież do okrętu, który tonie.  Myślę, że tego typu ludzi, proroków, nigdy w Kościele nie brakowało. Ja osobiście mam wielki szacunek do św. Wincentego a Paulo, który założył zakon misjonarzy, bo dostrzegał we Francji nędzę ludu. Zakon ten miał przyjść z pomocą tym właśnie biedakom. Apelował on do ówczesnych królów i władców tego świata, aby zainteresowali się ludzką biedą. Był więc swoistym prekursorem troski o człowieka biednego i sponiewieranego. Gdyby w czas zrozumiano jego intencje, gdyby wierzono, że to jest prawda społeczna, to nie byłoby rewolucji francuskiej. A gdyby nie było rewolucji francuskiej, nie byłoby i rewolucji październikowej w Rosji, nie byłoby również Hitlera. Jest to wprawdzie moja, bardzo subiektywna konkluzja, niemniej uważam, że ta wrażliwość społeczna jak gdyby ciągle kuleje. Obecnie też żyjemy w takiej dobie, kiedy rosną napięcia społeczne. I dziwimy się, że my, „na dole” czujemy to, czego nie czuje „góra”. Zakładamy, że tam są ludzie mądrzy i wykształceni, a tymczasem ci ludzie „na dole” wiedzą więcej niż rządzący, wyczuwają więcej tej prawdy społecznej aniżeli ci, którzy się mienią ekspertami. Wiele niepotrzebnych napięć udałoby się uniknąć, gdyby było więcej miłości, gdyby ci, którzy mają ster rządów, dostrzegliby na czas biedę. Strajki byłyby niepotrzebne, gdyby było więcej zaangażowania i wyobraźni, a przede wszystkim miłości.

 

Ale za Oświęcim i Kołymę trzeba pokutować!!! I to nie tylko Niemcy i Rosjanie!!! Pokuta przez pokolenia, a może zawsze.   

 

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.




Media parafialne

b nasze zycie

b telewizja duch

Media w diecezji

Dobre Media

Gość Niedzielny

b barka