Ogłoszenia duszpasterskie - 27 maja 2018 - Uroczystość Najświętszej Trójcy

Napisane przez  Opublikowano w: Ogłoszenia Duszpasterskie

Dzisiejsza niedziela jest zaproszeniem, by głębiej wejść w tajemnicę Trójcy Świętej. Intelektualnie nie da się Jej ogarnąć, ale możemy w Niej zamieszkać, zanurzyć się. Jako ochrzczeni w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego, jesteśmy mieszkańcami Boga. Nie obcymi ani przychodniami, ale Jego dziećmi, uczestniczącymi w Jego życiu. On dziś nas zaprasza do zanurzenia się samym źródle tajemnicy Miłości.

 

Kalendarz liturgiczny i duszpasterski

  • Kalendarz liturgiczny
    • Wtorek (29 maja) - wspomnienie św. Urszuli Ledóchowskiej, dziewicy.
    • Środa (30 maja) - wspomnienie św. Jana Sarkandra, prezbitera i męczennika | wspomnienie św. Zdzisławy.
    • Czwartek (31 maja) - Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa.
    • Piątek (1 czerwca) - wspomnienie św. Justyna, męczennika.
    • Sobota (2 czerwca) - wspomnienie świętych męczenników Marcelina i Piotra.
  • Dzisiaj
    • Godz. 10.30 - podczas Mszy Świętej sakrament Pierwszej Komunii Świętej przyjmie czwarta już grupa dzieci.
    • Godz. 16.30 - zaproszeni są kandydaci do sakramentu Bierzmowania z klas siódmych i z klas drugich gimnazjalnych (przychodzą z rodzicami).
  • W tygodniu
    • "Biały tydzień" dla dzieci Pierwszokomunijnych.
  • Wtorek (29 maja) - Nowenna przez wstawiennictwo św. Urszuli Ledóchowskiej. Modlitwa i ucałowanie relikwii przed Mszą świętą o godz. 18.00.
  • Czwartek (31 maja) - Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa.
    • Msze święte tradycyjnie w układzie niedzielnym.
    • Po Mszy świętej o godz. 12.00 wychodzi procesja Eucharystyczna i przejdzie naokoło placu papieskiego.
      • Ołtarze: I - Odnowa w Duchu Świętym. II - Caritas. III - Wspólnota Modląca się za Dusze Czyśćcowe. IV - Mali Rycerze Najświętszego Serca Jezusa.
      • Do pomocy przy ołtarzach panowie kościelni: pan Marian Rojek - gospodarz terenu; pan Henryk Gajek z synem; pani Ewa, kwiaciarka; pan Darek, stolarz.
      • Opieka nad dziećmi sypiącymi kwiaty, nad dziećmi Pierwszokomunijnymi, nad pozostałymi uczniami szkół podstawowych i gimnazjów - czuwają wyznaczeni katecheci.
      • Ministranci - pod opieką ks. Przemysława.
      • Chór parafialny.
      • Wspólnoty modlitewne przygotują chorągwie i wyznaczą osoby, które je poniosą.
      • Bardzo prosimy dzieci do sypania kwiatków - próba w środę o godz. 17.00.
      • Jak co roku zbieramy kwiatki i przynosimy do kościoła - kościelni wskażą przygotowane kosze.
  • Oktawa Bożego Ciała od piątku do piątku zawsze o godz. 17.30.
  • Piątek (1 czerwca)
    • Pierwszy piątek miesiąca - Msze dodatkowe o godz. 9.00 i 16.30.
    • Całodobowa adoracja Najświętszego Sakramentu z Mszą świętą za Ojczyznę o północy.
    • 27. rocznica pielgrzymki św. Jana Pawła II do Koszalina, Mszy Świętej odprawionej na Placu papieskim i poświęcenia Szkoły Katolickiej.
  • Sobota (2 czerwca) - pierwsza sobota miesiąca
    • Księża udają się w odwiedziny do chorych.
    • Poranna Msza wotywna o Niepokalanym Sercu Najświętszej Maryi Panny.
    • Różaniec fatimski.
  • Niedziela (3 czerwca)
    • Godz. 10.30 - rocznica Pierwszej Komunii Świętej uczniów Szkoły Katolickiej oraz Szkoły nr 21, a także osób do tych grup dopisanych.
    • Godz. 15.00 - zaproszone są dzieci przedszkolne z rodzicami.
    • Uwaga: zawsze w pierwszą niedzielę miesiąca jest kwesta proboszczowska na remonty w kościele. Wyjątkowo w miesiącu czerwcu będzie ona w drugą niedzielę 10 czerwca.

Pielgrzymka osób niepełnosprawnych

Caritas diecezjalna zaprasza na diecezjalną pielgrzymkę osób niepełnosprawnych ich rodziny oraz osoby wspierające - do Skrzatusza do sanktuarium Matko Bożej Bolesnej. Rejestracja do 14 czerwca w sekretariacie Caritas diecezjalnej.

 

Szkoła Katolicka im. Jana Pawła II

Szkoła Katolicka im. Jana Pawła II zaprasza rodziców do zapisywania dzieci do klasy pierwszej. Małe klasy, dobra opieka (stała asystencja od 7.00 do 16.15), najwyższy poziom edukacji. Dzieci można zapisywać w sekretariacie szkoły codziennie.

 

Na nowy tydzień - Szczęść Boże!
ks. Kazimierz Bednarski - proboszcz

 

Komentarz do czytań: Jacek Szymczak OP, Oremus - czerwiec 2009.

 

UWAGA! Jeśli czcionka jest dla nas zbyt mała i mamy trudności z czytaniem, można tekst powiększyć. U góry, obok zdjęcia tytułowego, znajduje się szara belka, na której znajduje się napis "wielkość czcionki", a obok dwa znaczki: "+" (plus) oraz "-" (minus). Naciskając na te znaczki możemy tekst powiększyć lub pomniejszyć.

 

ŻYCIE W KOLORZE SZAROŚCI

Kiedy zmarła, pisano, że odeszła najmądrzejsza kobieta w Polsce. Porównywano ją z wielkimi postaciami polskiej historii - królową Jadwigą, a nawet z Józefem Piłsudskim, z którym miał ją łączyć strój w szarym kolorze polskiej niepodległości. Nazywano ją królową Polesia, duszą słoneczną, świętą z własnego wyboru. Ale hrabianka Julia Ledóchowska, późniejsza matka Urszula Ledóchowska, zaprzeczała legendzie, którą otoczona była już za życia. Chciała, żeby świat stawał się lepszy nie na skutek wielkich projektów historycznych, ale w wyniku podejmowania zwykłych, codziennych, choćby najprostszych czynności w taki sposób, jakby od tego zależały losy świata. I mówiła, żeby ten świat uświęcać, przepajać go Boską dobrocią, zwłaszcza w dziełach najmniejszych, i że prawdziwe szlachectwo jest z ducha i objawia się ofiarnością do spraw wielkich i wzniosłych.

Z wyglądu drobna i wątła, była kobietą niezwykłej wewnętrznej mocy, hartu ducha i pracy wytężonej do granic ludzkiej wytrzymałości. "Ledóchowska - pisała duńska prasa w 1915 roku - jest kobietą małą, wątłą, o rysach subtelnych, oczach pełnych ognia i włosach śnieżnych, okrytych welonem, związanym naokół głowy. Ruchy i sposób odzywania się świadczą o woli niezłomnej, której istnienia nikt nie podejrzewałby w osobie tak filigranowej".

Jak na damę przystało, trzymała się prosto, nawet siedząc w fotelu czy pracując przy biurku, w żadnych okolicznościach nie pozwalała sobie na zbyt swobodną postawę. Miała usposobienie żywe i otwarte, połączone z opanowaniem i wewnętrznym porządkiem. Szczególnym rysem jej postaci, były oczy, w których odbijało się niebo. O tych błękitnych oczach napisano bardzo wiele - były to ufnie patrzące na świat oczy dziecka, ale także wesołe oczy dziewczęce, a zarazem mądre oczy matki. Jeśli oczy są zwierciadłem duszy, to w nich odbijała się cała dobroć matki Urszuli, którą można ująć w dwóch prostych słowach, najprostszych i najwznioślejszych zarazem: "dobry człowiek". Nosiła w sobie ten rodzaj dobroci, który nie wynika z postanowienia bycia dobrym, ale ujawnia się spontanicznie, ukazując najpiękniejszą cząstkę ludzkiej natury. Ciepło i serdeczność promieniowały od niej z daleka, sprawiając, że lgnęli do niej ludzie. Nikogo nie odrzucała, z taką samą serdecznością rozmawiała z bywalcami arystokratycznych salonów, jak i z bosymi, niepiśmiennymi chłopami poleskimi.

Mówiła z ledwie wyczuwalnym w głosie twardym akcentem odziedziczonym po matce Szwajcarce. Wyrażała się w sposób jasny i zrozumiały, posługując się językiem obrazowym, nasyconym treścią, chwilami dosadnym i jędrnym. "Na estradzie ukazała się sylwetka nikła - opisywał odczyt matki Urszuli w Kopenhadze, Ernest Łuniński - kobieta w sukni czarnej, coś z habitu zakonnego, przystosowanego do form świeckich. Zrazu cicha emisja słowa nabierała stopniowo dźwięku, zamieniała się w kaskadę srebrzystą, w dzwon coraz bardziej spiżowy. Zdawało się, że muzyka niewidzialna zagrała na nerwach słuchaczów i kładła na nich tony grozy i rozpaczy. W krzesłach rozsiadło się skupienie, a nad nim panował głos władczy, głos-król. Płynęła cudnie rzeźbiona francuszczyzna w oprawie lekkiego akcentu słowiańskiego...".

Miała lekkie pióro, a jej styl znamionował epokę, kiedy słowo pisane stało wyżej niż dzisiaj. Z łatwością przeskakiwała między gatunkami literackimi - potrafiła z benedyktyńską skrupulatnością pisać kronikę swojego Zgromadzenia, obfitującą w daty i fakty, by za chwilę rozpocząć artykuł do gazety lub list, stylem nawiązujący do prozy literackiej najwyższego lotu. Z równą łatwością przychodziło jej napisanie popularnej książki dla dzieci, co treści modlitwy lub statutu prawa zakonnego. Miała skłonność do gawędziarstwa, w najlepszym znaczeniu tego słowa. Pisała wiersze - poezję religijną, dość prostą, ale głęboką, ujawniającą zamiłowanie do romantyzmu.

A kiedy przyjdziesz po mnie, Jezu złoty,
Cicho me życie w Twoje oddam ręce,
Jezu na krzyżu w ostatecznej Męce,
Ducha Ci oddam w nadziei niezłomnej,
Że raj Twój czeka duszy mej bezdomnej.

Była poliglotką, znała około dziesięciu języków, uczyła się ich nadzwyczaj łatwo. W ciągu dwóch lat działalności w Finlandii, nie tylko nauczyła się tego najtrudniejszego w Europie języka, ale dokonała pierwszych w historii kraju tłumaczeń, między innymi katechizmu katolickiego, zaś w Szwecji rozpoczęła redagowanie pierwszego katolickiego czasopisma.

Wśród wielu zadziwiających cech charakteru tej niezwykłej osobowości, jedna wyróżniała się w sposób szczególny - potrafiła w sposób niepojęty godzić ze sobą sprawy z pozoru nie do pogodzenia. Łączyła na przykład arystokratyczne pochodzenie z poczuciem służby. Była kobietą światową i jednocześnie - według określenia wybitnego Duńczyka, profesora Georga Brandesa - "Polką do szpiku kości". Obywatelstwo świata łączyła z kultem ojczyzny. Ale jej patriotyzm był innego rodzaju niż ten, który opisywał Bolesław Prus w "Lalce": "Polak czuł, myślał, pragnął i cierpiał - za miliony. Tylko - nic nigdy nie zrobił użytecznego. Zdawało mu się, że ciągłe frasowanie się całym krajem ma bez miary wyższą wartość od utarcia nosa zasmolonemu dziecku". Matka Urszula łączyła dwie wielkie polskie tradycje - romantyzmu i pozytywizmu, bo "frasowała się całym krajem", a jednocześnie "ucierała nosy" tysiącom "zasmolonych dzieci". Realizowała więc ideał, który Józef Piłsudski określał jako "romantyzm celów, pozytywizm środków".

Być może zabrzmi to nieco podniośle, ale kochała Polskę miłością prawdziwie kobiecą, macierzyńską, wierną. Kochała bowiem Polskę nie tylko w chwale, ale i w ucisku. "Inne narody kochają swoją ojczyznę. Kochają ją, gdyż jest wolna, dumna, bogata, ponieważ zapewnia i dobrobyt, i wielkość" - pisała w swoich notatkach. "Ale my ciebie kochamy, Ojczyzno moja, mimo że jesteś upokorzona, uciśniona. Kochamy cię, choć miłość, którą żywimy dla ciebie, przynosi nam często prześladowanie, zesłanie, więzienie i szubienicę".

Rzucała się na sprawy wielkie, po ludzku niewykonalne, nawet beznadziejne, nie mając grosza w portmonetce. Wychodziła z założenia, że "jeśli dzieło jest Boże, to i pieniądze się znajdą". Mówiąc wprost - porywała się z motyką na słońce i... słońce zdobywała, a znane porzekadło "głową muru nie przebijesz" nie miało do niej żadnego zastosowania. Nie sposób dzisiaj zrozumieć, jak radziła sobie z tym natłokiem obowiązków, a swoją postawą potwierdzała znaną prawdę, że ludzie najbardziej zapracowani mają czas na wszystko. Swą tytaniczną pracą burzyła utarty obraz arystokratki - rozkapryszonej, otoczonej służbą. Zwykle działała na kilkunastu odcinkach jednocześnie, wciąż wyszukując nowe, tak jakby wynajdywanie i piętrzenie nowych problemów było jej specjalnością. "Do pracy przyszłyśmy - mówiła - czas na wypoczynek będzie w niebie".

Żaden polityk w tym czasie, z ministrem spraw zagranicznych włącznie, nie podróżował po świecie tyle, co ona. Kiedy ją pytano, gdzie mieszka, odpowiadała, że w wagonie kolejowym. Nie była to przesada, większość czasu spędzała w podróżach, głównie koleją, jeżdżąc po kraju i Europie, od jednej placówki urszulańskiej do drugiej. W zachowanych do dzisiaj pismach odręcznych, można dostrzec drganie kolejowego stolika.

"Pan Bóg chce służby wolnych" - mawiała i w myśl tej zasady rezygnowała często, chociaż zawsze za zgodą papieża, z zewnętrznych form i przepisów kościelnych, które mogły utrudnić zadanie. W Petersburgu zrezygnowała z noszenia habitu zakonnego i zaczęła nosić się jak dama, byle tylko móc kontynuować misję ewangelizacyjną. Swoje życie budowała na wierze pełnej i świadomej, pozbawionej sentymentalizmu i dewocji. "Moje siostry nie mają biczowań, nie noszą włosiennic, nie uprawiają nadzwyczajnych postów - moje siostry pracują" - powtarzała często. W pracy apostolskiej była realistką i znakomitą organizatorką, stosując zasady swego dalekiego przodka św. Franciszka Salezego: "Więcej much złapie się na łyżkę miodu niż na beczkę octu" i starą benedyktyńską maksymę "ora et labora" - módl się i pracuj. Co ciekawe, jej pobożność była niemal identyczna z pobożnością wielkiego mędrca Kościoła, św. Tomasza z Akwinu - miłość do Ewangelii, kult Eucharystii i nabożeństwo do Chrystusa Ukrzyżowanego.

Była jedną z tych osób, które wyprzedzają czas i historię. Na długo przed Soborem Watykańskim II upowszechniała praktyczny ekumenizm, prowadząc w krajach skandynawskich twórczy dialog z protestantyzmem, a na Polesiu z prawosławiem. Na długo przed powstaniem projektu wspólnej Europy, realizowała w praktyce ideę Europy bez granic.

Nie była politykiem, ale - rzecz dziwna - odznaczała się cechami prawdziwego męża stanu. Otoczony złą sławą i trzęsący całą Rosją premier Stołypin, napotkał w niej wymagającego rozmówcę. "Madame, widzę w pani niebezpieczeństwo dla Rosji" - miał do niej powiedzieć rosyjski inspektor szkolny. Na długo przed wielkim mężem stanu Winstonem Churchillem odkryła, że prawda, nawet bolesna, ma moc przemieniającą i mobilizującą ludzi do najbardziej heroicznych czynów. Churchill w przededniu wojny obiecywał Brytyjczykom "krew, pot i łzy", ona - znacznie wcześniej - zachęcała studentki z mieszczańskich domów i ziemiańskich dworów do pracy na Polesiu, słowami: "Będzie to praca misyjna, cicha, w wioskach, gdzie brnie się prawie po kolana w błocie, gdzie w czasach jesiennych deszczów, zimowych zamieci, wiosennych roztopów, komunikacja ze światem poza obrębem wioski jest uniemożliwiona". Trudno w to dziś uwierzyć, ale młodzież pozytywnie odpowiadała na wyzwanie.

W czasach, kiedy Rzeczypospolitej nie było na mapie i kiedy nie istniały żadne oficjalne placówki polskie na świecie, stała się ambasadorką Polski w wielu krajach Europy. Te "ambasady", mieszczące się niekiedy w małych domkach na przedmieściach miast, były zalążkami polskości i przystanią dla polskich emisariuszy podążających na Zachód. Do dziś wciąż jeszcze niewiele wiemy na temat roli jej brata, generała jezuitów o. Włodzimierza Ledóchowskiego, w wielkim dziele odzyskania niepodległości Polski.

Była żarliwą patriotką. W Danii zorganizowała dom dla osieroconych dzieci, a kiedy trzeba było wracać do wyniszczonej wojną ojczyzny, przywiozła je wszystkie do kraju. "Będzie spało w koszu od bielizny, ale będzie uratowane dla ojczyzny" - wyjaśniała. "W naszych warunkach wszystko powinno nas łączyć. To moje polityczne dziś zadanie - uczyć rozumienia tego, że tylko trzymając się razem możemy coś zrobić" - mawiała, a niekiedy swą "politykę miłości" ujmowała jeszcze krócej: "Siła narodu w świętej miłości bliźniego, która łączy serca, spaja dusze i strzeże od waśni i niezgody".

Polska międzywojenna wydała wielu znakomitych pedagogów. Ale chyba najbardziej oryginalnym, była matka Urszula. "Przyszłość narodu nie tyle w rękach polityków, ile w rękach matek spoczywa" - powtarzała. Nie mogło być inaczej - jej matkę, Józefinę z Salis-Zizers Ledóchowską, nazwano po śmierci "matką świętych". Ojciec, Antoni Ledóchowski, spadkobierca rodzinnej tradycji powstańczej, dostarczył wzoru wychowania patriotycznego. Matka Urszula wychowywała młodzież w taki sposób, aby w oparciu o niezmienne zasady religijne, jej wychowankowie potrafili przystosować się do zmiennych okoliczności życia. Obiektywna teoria, wysnuta z życia, spełniała rolę klucza mądrości.

Była prekursorką ruchu, który dzisiaj nosi miano wolontariatu. Sama nazywała ten ruch "apostolstwem powszechnym". Szła po prostu na spotkanie ze studentkami uniwersytetów i mówiła: "Nie zachęcam was do stanu zakonnego, ale pytam się, czy byście nie mogły dwa, trzy lata swej młodości poświęcić Bogu i Ojczyźnie". Jeśli młodzież męska odbywa przez dwa lata służbę wojskową, argumentowała matka Urszula, to młodzież żeńska może dwa lata przeznaczyć na służbę społeczną. "Dojrzejesz przy tej pracy, duch twój zmężnieje, urośniesz we własnych oczach, bo przekonasz się, że jesteś stworzona do czegoś wyższego, pożyteczniejszego..." - przekonywała, zawsze skutecznie.

Zdumiewające, że w pierwszych latach walki o Polskę niepodległą dominował kolor szary, dla świata - kolor ubóstwa, poniżenia i cierpienia; dla Polaków - kolor ofiary i nadziei. Polska miała to ogromne szczęście, że u zarania swojej niepodległości znalazła nie tylko synów, których zdobił "szary strój" piechoty, gotowych przelewać krew za ojczyznę, ale i córy w szarych habitach robotniczych, gotowe do wielkich wyrzeczeń jakich wymagała wówczas sprawa niepodległości. Kościół miał to ogromne szczęście, że znalazł w osobie Urszuli Ledóchowskiej jeszcze jeden przykład na ogromną żywotność katolicyzmu.

Tadeusz ROGOWSKI

 

 

 

 

 

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.




Media parafialne

b nasze zycie

b telewizja duch

Media w diecezji

Dobre Media

Gość Niedzielny

b barka